10 czerwca 2017

Rozdział 25

Evan wymienił spojrzenie z Dafne, która zanuciła słowa piosenki. Zdezorientowany śmierciożerca wbijał wzrok w sufit, jakby myślał, że ten zaraz się zawali. Gwardziści wyglądali na równie zagubionych, nie mając pojęcia, co to ma znaczyć. Evan podniósł się, gdy tylko ucichła melodia i podszedł do krat.
— Uznaliście, że zaczniecie nam zapewniać rozrywkę? — rzucił w stronę śmierciożercy, który wbił w niego spojrzenie. — Nie żebym narzekał.
— Wracaj na miejsce i się przymknij — warknął.
— Serio? Zmuś mnie — zaszydził.
— Zmuszę cię bardzo szybko, gdy zawlekę cię na przesłuchanie, gówniarzu.
— W sprawie twojego zniedołężniałego mózgu? Dużo wam powiem, muszę to przyznać.
— Ja bym im to powiedział nawet bez przesłuchania, Evan — zaśmiał się Emil.
— To nie jest głupia myśl. — Zerknął w dwie strony korytarza, jakby czegoś szukał. — Cholera, jesteś tylko ty jeden, więc skupimy się na tobie, czubku — rzucił w stronę ochroniarza. — Słyszałem, że Halt ma chrapkę na męskie tyłki. — Ktoś wciągnął powietrze, słysząc tak dosłowne słowa, o których zwykle mówiono tylko szeptem. — Jak tam twoje tyły?
— Ty pieprzony bachorze! — wrzasnął, prędko podchodząc do krat, by dać mu nauczkę.
Evan tylko na to czekał. Wyciągnął ręce przez pręty, chwycił zaskoczonego mężczyznę za szaty i z całej siły przyciągnął go do siebie, uderzając jego czołem w stal. Nie zastanawiał się nad niczym, odpychając zamroczonego mężczyznę i przyciągając go jeszcze raz. Niektórzy Gwardziści zerwali się z podłogi, kiedy równomiernie zaczął uderzać jego czołem o kratę. Ze złamanego nosa pociekła krew, a ciało śmierciożercy zaczęło omdlewać.
— Zaraz padnie — rzuciła Laura, stając obok Evana.
Harry zaparł się nogami o kraty, kiedy mężczyzna stracił przytomność. Powoli odłożył jego ciało na podłogę, używając jak najwięcej siły, żeby nie runął do tyłu. Gdy tylko znalazł się na posadzce, Laura wyciągnęła ręce i zaczęła obszukiwać jego szaty. Znalazła cały pęk kluczy i podała je Evanowi. Przejrzał wszystkie z nich, szukając odpowiedniego. Każdy Gwardzista już stał na nogach z podekscytowaniem wypisanym na twarzy.
— Co wy robicie? — zapytał z niepokojem Terry, widząc, że Dafne i Laura zaczynają odchylać swoje bluzki i grzebać pod biustonoszami.
— Stanik to świetny schowek, drodzy panowie — odparła Laura, wyciągając cztery niepozornie wyglądające kulki wielkości wiśni. — I zwykle śmierciożercy ich nie sprawdzają.
Evan przez chwilę ze skupieniem starał się włożyć klucz od drugiej strony krat, nie mogąc znaleźć dziurki, jednak wreszcie wejście stanęło przed wszystkimi otworem. Przeciągnął ciało nieprzytomnego śmierciożercy do celi i nakazał Gwardzistom związać go tak, żeby nie był w stanie dotknąć Mrocznego Znaku.
— Róbcie to z każdym śmierciożercą, którego spotkacie. Nie mogą powiadomić Voldemorta o buncie — rzucił, odbierając od Dafne jedną kulkę, jednocześnie wyczarowując kilka lin. — Na razie zostańcie w celi.
Wyszedł razem z resztą Ślizgonów i skierował się w głąb lochów. Idąc na palcach, starali się robić jak najmniej hałasu, by nie wzbudzić podejrzeń śmierciożerców pilnujących tyłów więzienia. Zapewne sam sygnał do ataku w postaci piosenki był dla nich niepokojący, więc musieli dmuchać na zimne. Usłyszeli ciche rozmowy dochodzące zza rogu, dlatego natychmiast zwolnili. Dafne zatrzymała się obok stojącego na czele Evana, ściskając różdżkę jeszcze mocniej. Zerknęli na siebie porozumiewawczo. Chłopak wyciągnął rękę i pokazał trzy palce, które po kolei zgiął. Kiedy dłoń zacisnęła się w pięść, wyskoczyli za rogu, by z zaskoczenia powalić dwójkę śmierciożerców, którzy nie spodziewali się żadnego ataku. Pozbawieni przytomności osunęli się na zimną posadzkę, nie domyślając się nawet, co takiego zaszło. Zaciągnęli ich do celi, w której wcześniej byli uwięzieni. Ochroniarz, którego Harry znokautował dzięki kratom, siedział ze spuszczoną głową pod ścianą z rozpostartymi ramionami przywiązanymi do haków przeznaczonych do przykuwania najbardziej niesfornych więźniów. Przód jego szaty poplamiony był krwią wypływającą z połamanego nosa, jednak najważniejsze było to, że nie byłby w stanie dotknąć Mrocznego Znaku, żeby powiadomić Voldemorta o problemach w szkole. Gwardziści natychmiast zajęli się unieruchamianiem przyciągniętych śmierciożerców.
Emil nadal stojący na korytarzu nagle popędził przed siebie, lecz szybko się zatrzymał i wyrzucił kulkę ściskaną w dłoni, jakby trenował rzut oszczepem. Nim niewielka kulka uderzyła o ziemię, Harry usłyszał kroki biegnącej osoby, dlatego wybiegł z celi, a zaraz za nim Laura. Później rozległ się krótki wybuch, a Evan dostrzegł śmierciożercę, który padł na ziemię, kiedy podmuch powietrza popchnął go kilka metrów przed siebie. Cisnął w niego klątwą, która minęła go zaledwie o kilka centymetrów. Ochroniarz zerwał się na nogi, lecz zanim odbiegł, dopadła go Laura. Dała mu takie manto, że Evan i Emil musieli ją odciągać, zanim zatłukła go na śmierć.
— Za to, że tak mnie sprałeś, śmieciu — powiedziała i splunęła na jęczącego i poobijanego mężczyznę.
Następnie odeszła w stronę celi z dumnie uniesioną głową pod spojrzeniami Gwardzistów. Evan oszołomił leżącego śmierciożercę i razem z Emilem przenieśli go do klatki. Evan i Dafne ruszyli na czele całego orszaku w kierunku drzwi wyjściowych. Nie natknęli się na żadnego ochroniarza, więc najwyraźniej huk pocisku nie ściągnął niczyjej uwagi.
— Myślisz, że sobie radzą? — zapytała cicho Dafne, kiedy dostrzegli wrota.
— Oby. Jeśli nie to jest po nas.
Evan położył dłoń na klamce od drzwi wyjściowych, zerknął jeszcze raz na gotową do ataku Dafne, ale zanim zdążył je otworzyć, te same to zrobiły. Laura wyrwała się do przodu, by powalić na ziemię wchodzącą osobę. Rozległ się zaskoczony chłopięcy okrzyk, później rumor, kiedy kolejne postacie wskoczyły do lochów. Dopiero wtedy Evan zorientował się, kim są przybyłe osoby. Powstrzymał cisnącą się na usta klątwę. Laura również zdążyła zorientować się w sytuacji, więc natychmiast odskoczyła od Denisa Creeveya.
— Mieliście czekać, aż sami wyjdziemy — warknęła Dafne w stronę Blaise’a i Demelzy, którzy pojawili się zaraz za Denisem. — Mogliśmy przez przypadek was znokautować.
— Uznaliśmy, że nie ma na co czekać — stwierdził Blaise. — Usłyszeliśmy wybuch, więc woleliśmy upewnić się, że wszystko jest w porządku. Po sprawdzaniu kwater Halta znaleźliśmy różdżki.
Denis podniósł się z podłogi i podał uwolnionym Gwardzistom cały pęk różdżek, które ci natychmiast zaczęli między sobą wymieniać. Evan dostrzegł za plecami Ślizgona czyjeś nogi.
— Zamknijmy ich w lochach — rzucił, kiwając głową w stronę korytarza.
Blaise natychmiast skinął głową. Z pomocą Gwardzistów unieruchomili ich w podziemiach zamku.
— Co wy tu robicie? — Harry usłyszał pytanie Ginny skierowane do Demelzy.
— Twój chłoptaś wie o Gwardii znacznie więcej, niż by wypadało — odparła dziewczyna. — Nie mając wyjścia, połączyliśmy siły ze Ślizgonami, chociaż nie wiem, jak to się skończy.
— Jaki jest plan? — zapytała wreszcie Hermiona. — Na co w ogóle się porywamy?
— My porywamy się na zapewnienie ci czasu — oznajmiła Dafne. — A na co ty się porywasz z Weasleyem, powinnaś wiedzieć. A jeśli nie wiesz, zapytaj Evana.
Spojrzenia niemal wszystkich skierowały się na Harry’ego, który kończył krępować rękę jednego z ochroniarzy. Nie przejął się tym zbytnio, patrząc na Hermionę.
— Na pewno wiesz.
Uśmiechnęła się słabo i skinęła porozumiewawczo głową.
— Hej, mogę wiedzieć, co jest grane? — warknął Ron.
Hermiona wbijała przez chwilę wzrok w Ślizgona, jakby pytała go o zgodę, a później odwróciła się w stronę Rona.
— To on się z nami kontaktował.
— Co?! — Rozszerzone oczy chłopaka wypełnione były zdumieniem. — Skąd o tym wiesz?!
— Posklejałam wszystkie fakty. Domyśliłam się jakiś czas temu. Nic ci nie mówiłam, bo wiedziałam, jak zareagujesz…
— Skąd wiesz… o tej sprawie? — rzucił oskarżycielsko w stronę Evana, którego twarz wyrażała spokój, choć odczuwał przyspieszone tętno. — Wiedziały tylko cztery osoby!
— Ron — powiedziała słabo Hermiona, czując, że jeszcze chwila i chłopak dostrzeże prawdę.
— Kim ty jesteś, do cholery?!
Zapadła cisza. Gwardziści i Ślizgoni obserwowali ich, co chwilę kierując spojrzenie na inną osobę z całej trójki. Evan przez chwilę nie odpowiadał, patrząc na Rona, który już wiedział, ale jeszcze nie potrafił zbić tego w jedną myśl.
— Nie mów tego głośno — rzekł wreszcie cicho.
Hermiona wyglądała tak, jakby miała się zaraz rozpłakać. Czuła się tak, jakby dopiero teraz dostała potwierdzenie. Ron chwycił się za głowę z niedowierzaniem wypisanym na twarzy.
— O czym oni gadają? — wymamrotała Lavender.
— Kto ich wie — odparł pod nosem Terry.
— Hermiona? — wydukała Ginny. — Nasze rozmowy nie były hipotetyczne?
— Przepraszam — szepnęła.
Harry spojrzał na oszołomioną Ginny. Powoli przeniosła na niego wzrok, z którego nie potrafił nic wyczytać. Ciszę przerwał głośny wybuch tuż nad ich głowami.
— Nie wiem, o co chodzi, ale chyba czas zabrać się do roboty — powiedział Blaise. — Wychodzi na to, że akcja nabiera tempa i potrzebują więcej osób. Evan, rób swoje i nie trać czasu.
Harry skinął głową.
— Gdzie jest Riley?
— Nie widzieliśmy go.
— Wasza dwójka idzie ze mną — powiedział Harry w stronę Hermiony i Rona, a później wyszedł z celi, nic nie tłumacząc.
Dziewczyna chwyciła Rona za rękę i pociągnęła go za Ślizgonem. Harry usłyszał jeszcze jak Blaise tłumaczy Gwardzistom, jaki jest plan, a później wyszedł z lochów. Ron i Hermiona pobiegli za nim.
— Harry… — zaczęła Hermiona.
— Evan — poprawił ją cicho.
— Czemu cały czas zachowujesz się tak, jakbyśmy nie znali prawdy?
Ślizgon wykrzywił twarz, nie zatrzymując się.
— Gdzie schowaliście medalion?
Nagle poczuł, jak uderza plecami o ścianę. Dostrzegł przed sobą rozwścieczoną twarz Rona, który zaciskał pięść na jego szacie.
— Myśleliśmy, że nie żyjesz, a gdy dowiedzieliśmy się prawdy, nie masz zamiaru nam tego wyjaśnić?! Co się z tobą stało?! Co ci odbiło, że zawarłeś jakieś przymierze z Voldemortem?!
— Z jakiegoś powodu ukrywałem pewne rzeczy — odpowiedział po chwili namysłu.
Wiedział, że od tej rozmowy zależy znacznie więcej niż porozumienie się z Ronem i Hermioną. Na szali leżała cała misja, ponieważ jedno błędne słowo z jego strony mogło złamać Umowę. Zwykłe użycie jakiegoś zdania w kontekście dotyczącym jego jako Harry’ego mogło zostać wykorzystane jako potwierdzenie prawdziwej tożsamości, co nie mogło się stać. Ron i Hermiona wiedzieli, kim jest, ale sam nie mógł wyznać im tego wprost.
— Mogłeś powiedzieć! Przecież zatrzymalibyśmy to dla siebie!
— Ron, możesz zabić mnie tą rozmową.
Chłopak puścił go prędko, jakby sądził, że zaciśnięta pięść na szacie go dusi.
— Zróbmy to, co musimy — poprosił Evan.
— Wyjaśnij to, do cholery!
— Czemu nie możesz tego zrobić? — zapytała słabo Hermiona, obserwując go ze łzami w oczach. Widząc wyraz twarzy chłopaka, westchnęła cierpiętniczo. — Zróbmy to, co musimy — powtórzyła.
— W cholerę z tym! — warknął Ron. — Mamy prawo…!
— Mamy, ale nie teraz — odparła dziewczyna i zwróciła się do Evana: — Zostawiliśmy go za Posągiem Jednookiej Czarownicy.
Skinął głową i już miał iść we wskazanym kierunku, gdy Gryfon rzucił jeszcze jedno pytanie:
— Kim jest Riley?
Ślizgon stał przez chwilę, nie wiedząc, jak mu odpowiedzieć.
— Kimś równie martwym jak… Harry.
Tym razem nie czekał na dalsze słowa. Wiedział, że Hermiona szybko rozwiąże zagadkę. Ron pewnie będzie potrzebował trochę więcej czasu, ale w końcu też się domyśli. Być może mógł im powiedzieć to wprost, skoro w Umowie nie było żadnego punktu mówiącego o tym, że nie może zdradzić tożsamości Syriusza, jednak wolał nie ryzykować. Być może magia Umowy mogłaby zinterpretować jego słowa jako niedotrzymanie tajemnicy dotyczącej służby Voldemortowi lub wyjawienie jego planów postronnym osobom.
Wyszli zza rogu, natykając się na Gwardzistów, których Harry znał jedynie z twarzy. Wycelowali z nich różdżkami, lecz natychmiast je opuścili, dostrzegając sprzymierzeńców.
— Korytarze czyste? — zapytał Evan.
— Piętro wyżej pozbyliśmy się ochrony — odpowiedział młody chłopak z burzą jasnych loków na głowie. — Mandy śpi jak zaklęta u siebie w łóżku. Reszty Krukonów nie tykaliśmy, żeby nie robić zbędnego hałasu, gdyby coś poszło nie tak.
— Pozostali niedługo powinni do was dołączyć — odparł Evan. — Lochy są czyste. Muszą tylko zapoznać się z planem działania.
Chłopak skinął głową jak żołnierz. Trójka najstarszych uczniów poszła dalej.
— Oni zapoznają się z planem, ale my nie wiemy, co właściwie się dzieje — zauważyła Hermiona.
— Czyszczą nam Hogwart ze śmierciożerców, żebyśmy mieli czas na pozbycie się horkruksów. Medalion mamy na miejscu. Voldemort nie zorientuje się, jeśli go zniszczymy. Problem pojawi się później, bo jeden z nich zniknie mu z oczu.
— Nagini?
— Miałem na myśli puchar, chociaż z Nagini może byś jeszcze gorzej. Puchar ma u siebie w domu, w centralnym miejscu. Jeśli zniknie, a on to zauważy, natychmiast dowie się, kto za tym stoi.
— Więc przyjdzie do szkoły — mruknęła Hermiona.
— Tak podejrzewam. Zniszczymy puchar, ale nadal będziemy potrzebować czasu, żeby zabić Nagini. Być może dam radę, gdy pójdę po puchar, ale to jak los na loterii.
— Jeśli jej nie zabijesz, a zniknie puchar, może ją gdzieś ukryć — zauważyła Hermiona.
— Albo będzie trzymał ją przy sobie. Kolejny los na loterii. Wszystko zależy od tego, co będzie się działo w domu. Może bunt w Hogwarcie wcale nie był konieczny, ale nie chcieliśmy zawalić w ostatnim etapie. Dmuchamy na zimne. Musieliśmy jednak zacząć od najbardziej pewnego horkruksa, żeby nie obudzić się z ręką w nocniku. Tylko wy wiecie, gdzie on jest, a uwolnienie was z lochów mogło skończyć się klapą, gdybyśmy nie wciągnęli w to więcej osób. W sumie dwie pieczenie na jednym ogniu, bo pomogli nam was uwolnić i dać więcej czasu. — Nagle się zatrzymał. — Gdzie trzymacie kły bazyliszka?
— W Pokoju Życzeń.
Harry zastanowił się chwilę.
— Do Rileya będzie bliżej, a nie wiem, jaka jest sytuacja na wyższych piętrach.
— Tutaj jest bardzo spokojnie — stwierdziła Hermiona.
— Mieli zacząć od dolnych poziomów, żebyśmy mogli bez większych problemów wyjść z lochów. My mieliśmy zająć się oczyszczeniem cel od środka, a oni z zewnątrz. Pewnie skupili tutaj większość sił, więc wyżej może być bardziej niebezpiecznie.
— Czemu uśpili Mandy? — zapytał Ron. — W końcu nie należy do ochrony.
— Jest śmierciożercą. Gdyby zorientowała się, że coś jest nie tak, mogłaby wezwać w jakiś sposób Voldemorta. Tak samo pozbyli się wszystkich uczniów, do których mieliśmy pewność, że są śmierciożercami. Jak najmniejsze zagrożenie z każdej możliwej perspektywy.
— I jak najwięcej czasu dla nas — mruknęła Hermiona.
— Właśnie.
Zamilkli, kiedy dotarły do nich kolejne głosy.
— … cajcie do łóżek!
— Już za późno, pani profesor.
Evan, Ron i Hermiona wyszli zza rogu. McGonagall najwidoczniej została wyrwana ze snu, ponieważ stała na korytarzu w grubym szlafroku, a włosy rozpłynęły się na ramionach, wyjątkowo nie spięte ciasnego koka.
— Granger! Weasley! — rzuciła zaskoczona. — Co wy tutaj robicie?
— Obawiam się, że będziemy potrzebowali pomocy nauczycieli, pani profesor — rzuciła Hermiona, prędko do niej podchodząc.
Harry niemal się uśmiechnął, dostrzegając, jak szybko zrozumiała, z której strony będzie potrzebna pomoc w utrzymaniu zamku.
— Granger, to szaleństwo, żeby uczniowie rozpoczynali bunt.
— Nie mamy wyjścia — odparła niemal hardo. — Teraz już jest za późno, a mamy do załatwienia coś, co nie może dłużej czekać. Jest pani w stanie pomóc nam utrzymać Hogwart razem z innymi nauczycielami?
Kobieta spojrzała ponad jej ramieniem na Evana, który obserwował sytuację ze spokojem wypisanym na twarzy. Zapewne pomyślała, że jako jedyny jest tutaj nie na miejscu wśród Gwardzistów. Starała się utrzymywać twardą minę, ale zapewne zastanawiała się intensywnie, co ma zrobić.
— Gdyby wiedziała pani, że możemy go pokonać właśnie dzisiaj, zaryzykowałaby pani? — drążyła Hermiona.
— Granger…
— Możemy to zrobić, ale potrzebujemy pomocy — przerwała jej, na co w normalnych warunkach by się nie odważyła.
McGonagall skinęła wreszcie głową, zaciskając mocno wargi.
— Powiadomię zaufanych nauczycieli i zajmiemy się ochroną. Nie wiem, co tak naprawdę planujecie, ale wierzę, że dobrze to przemyślałaś, Granger.
— Dziękuję, pani profesor.
Już we trójkę mieli biec dalej, kiedy kobieta rzuciła jeszcze:
— Reponer? — Chłopak odwrócił się w jej stronę. — Czy możemy liczyć na uczniów Slytherina?
— Część z nas bierze w tym udział od samego początku. — Skinęła głową na znak zrozumienia. Harry jeszcze przez chwilę stał w zastanowieniu, zanim powiedział, patrząc jej prosto w oczy: — Pewnie przydałaby się pomoc z zewnątrz.
Od razu wiedziała, że ma na myśli Zakon Feniksa, chociaż nie miała pojęcia, skąd wziął informacje na ten temat. Trójka uczniów pobiegła dalej i mimo że nie znała ich planu, postanowiła im zaufać. Harry, Ron i Hermiona bez większych trudności dotarli do gabinetu Rileya. Evan bez pukania wszedł do środka. Nauczyciel stał przy oknie w pełnym ubraniu, jakby był gotowy. Gryfoni szybko zorientowali się, że mężczyzna został wprowadzony w cały plan, co nie było dziwne, skoro znał całą prawdę o horkruksach. Kiedy tylko wkroczyli do jego kwater, przeniósł na nich wzrok. Zmierzył Evana oceniająco, zatrzymując dłużej spojrzenie na rozciętej wardze i brwi, na co się skrzywił. Domyślał się, że chłopak dostał manto na przesłuchaniu.
— Wszystko zgodnie z planem? — zapytał, a Evan pokiwał głową.
— Gdzie masz kły? Weźmiemy na wszelki wypadek, żeby mieć pod ręką.
— W schowku pod łóżkiem.
Harry nie przejmował się tym, że panoszy się po jego kwaterach i sam skierował się do sypialni. Łapa wbił spojrzenie w Hermonę i Rona, zastanawiając się, czy ci już znają ich tożsamość.
— Że też wcześniej nie dostrzegłam twojego dowcipu z nazwiskiem — powiedziała dziewczyna.
Syriusz zaśmiał się szczerze. To była jasna przesłanka, że poznali prawdę, chociaż nadal nie mógł dać im stuprocentowej pewności, że mają rację.
— Jakim cudem nie jesteś martwy? — nie dowierzał Ron.
Łapa uniósł kącik ust.
— Dlaczego Riley White miałby być martwy?
Ron jęknął cierpiętniczo.
— Mówisz zagadkami jak on. — Kiwnął głową w stronę pokoju, w którym zniknął Harry.
Chłopak stanął w drzwiach i wyglądało na to, że nad czymś się zastanawia.
— W sumie nie powinniście mieć problemów z zabraniem horkruksa. Kły macie pod ręką, a droga będzie czysta. — Spojrzał na Łapę. — Może w tym czasie załatwimy resztę?
Hermiona miała wrażenie, że Riley na moment zesztywniał, zanim odparł:
— Miejmy pewność, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Żeby nie było takiej sytuacji jak wtedy, gdy podszywaliśmy się pod śmierciożerców. Wiesz, że wtedy wszystko się posypało. — Harry zawahał się. — Idź z nimi. Gdy będziemy wiedzieli, że medalion jest zniszczony, zajmiemy się resztą z większą pewnością.
Przekonany Evan zrobił zaledwie dwa kroki, zanim znowu się zatrzymał.
— Nie pójdziesz z nami? — spytał jakby z lekką podejrzliwością.
— Będę zwracał na was zbyt dużą uwagę jako nauczyciel. Poza tym — uniósł lekko kącik ust, widząc wątpiącą minę Evana — razem sobie poradzicie, skoro nawet sam dajesz sobie radę lepiej niż początkowo sądziłem.
Chłopak nadal nie wydawał się być zdecydowany, jednak ruszył do Rona i Hermiony. Zanim otworzyli drzwi, odwrócił się jeszcze do chrzestnego ze sceptyczną miną.
— Pójdziemy tam razem jak wrócimy, pamiętasz?
Syriusz uśmiechnął się z rozbawieniem.
— Spokojnie, znam plan. Nie ufasz mi?
Bardziej uspokojony Ślizgon skinął głową i dopiero wtedy otworzył drzwi, by wyjść na korytarz. Skierowali swoje kroki po schodach w górę, nie odzywając się do siebie, gdyż docierały do nich różnorodne odgłosy z wyższych pięter i nie chcieli zwracać na siebie dodatkowej uwagi. Dwa razy minęli ich członkowie Gwardii Dumbledore’a, od których dowiedzieli się, że na najwyższych poziomach doszło do potyczki ze śmierciożercami. Według ich słów wszystko nadal było pod kontrolą. Harry wiedział, że nie może tracić czasu, by się upewnić, chociaż strasznie go to nęciło. Być może nie wszystko szło zgodnie z planem i któryś ze śmierciożerców już zorientował się w sytuacji. Szybko wybił to sobie z głowy. Ochrona zapewne nadal żyła w świadomości, że to tylko niewielki bunt, który z łatwością sami stłumią, dopóki nie zauważą, że więźniowie znajdują się poza celami albo że do rebelii dołączyli nauczyciele. Dopiero wtedy mogli podejrzewać, że to o wiele poważniejsza sprawa, o której powinien dowiedzieć się Voldemort. Evan zawahał się. Być może wypuszczenie Gwardzistów z lochów na samym początku nie było wcale takim dobrym pomysłem. Mogli zarówno bardzo wspomóc buntowników, ale z drugiej strony nieświadomie narażali ich na zdemaskowanie. Teraz było już jednak za późno.
Dostrzegli Posąg Jednookiej Czarownicy, a tumult znacznie się do nich zbliżył. Harry z lekkim niepokojem zerknął nad siebie, jakby mógł dostrzec przez sufit, co dzieje się piętro wyżej.
— Chyba walczą — szepnęła Hermiona z lękiem.
— Jasne, że wszystko musi zacząć się sypać — odparł Harry, kręcąc głową z niedowierzaniem.
— Nigdy nic nie szło nam zgodnie z planem, prawda? — dorzucił Ron.
Co racja, to racja. Przyspieszyli, przestając dbać o pozory. Zatrzymali się przed posągiem, a Hermiona natychmiast stuknęła w niego różdżką, wypowiadając zaklęcie. Weszli do środka, a wejście zasunęło się. Zaświecili różdżki, oświetlając klaustrofobiczny korytarz.
— Włożyliśmy go w szczelinę w ścianie i zasłoniliśmy kamieniami — powiadomiła, przejeżdżając dłonią po jednej ze ścian, jakby to miało jej pomóc dostrzec kryjówkę. — Mogło się znajdować najwyżej kilka metrów od wejścia, mniej więcej na wysokości czubka twojej głowy.
Różnorodne wyżłobienia w ścianie znacznie utrudniały ich poszukiwania w ciemnej grocie. Hałasy i krzyki przybliżały się z każdą chwilą, a Harry miał wrażenie, że co jakiś czas ktoś przebiega po korytarzu obok posągu.
— Tutaj — powiedział po kilku minutach Ron, wyszarpując ze szczeliny kamienie.
Wreszcie wydobył medalion, którego podróbka kosztowała Dumbledore’a życie. Rudzielec podał go Harry’emu, ale ten pokręcił głową.
— Wy go znaleźliście, więc wy powinniście go zniszczyć. Nie radziłbym jednak robić tego tutaj — dodał po chwili, cofając się w stronę garbu czarownicy.
Głosy dochodzące zza posągu powstrzymały go jednak od uchylenia wyjścia. Zmarszczył brwi z niepokojem.
— Merlinie, walka dotarła aż tutaj — szepnęła Hermiona.
— Chodźmy im pomóc — wyrwał się natychmiast Ron, ale Harry powstrzymał go jednym ruchem ręki.
— Nie możemy, chyba że Gwardziści z lochów już się ujawnili. — Spojrzał na nierozumiejącego Rona. — Jeśli ochrona zauważy, że jesteśmy poza lochami, od razu zorientują się, że dzieje się coś większego. Powiadomią Voldemorta, a to w tym momencie da nam o wiele mniej szans na pozbycie się horkruksów.
— Mamy się chować? — warknął rudzielec. — Co z tobą?
Evan spojrzał mu prosto w oczy.
— Z… Rileyem musimy wejść do jego domu. Wyobrażasz sobie, jak pojawiamy się w środku, a na miejscu trafiamy na cały legion śmierciożerców gotowych do walki i wydającego im rozkazy Voldemorta? Zdziwiłby się na pewno, horkruksa nie moglibyśmy tknąć w dalszym ciągu, a na dodatek byśmy tam utknęli i mieli na karku tłumaczenie się temu Gadowi. — Skrzywił się, jakby zjadł cytrynę. — A wtedy dowiedziałby się o całej sytuacji, jaka dzieje się w Hogwarcie, więc szkoła padłaby bardzo szybko.
— Wydalibyście nas? — nie dowierzał Ron.
— Tak, właśnie to byśmy zrobili — przyznał z wielką szczerością. — Nie kłamał, gdy dał kiedyś wszystkim do zrozumienia, że jestem po jego stronie. Sam bym tego tak nie określił, bo na pewno tak nie jest, ale prawda jest taka, że dostarczyłem mu wiele informacji na temat szkoły.
— Dlaczego? — wydukał Gryfon.
— Bo taka była cena, którą musiałem zapłacić za znalezienie pucharu — odparł cicho, odwracając się od nich.
— Znaleźlibyśmy inny sposób — szepnęła Hermiona z bólem w głosie.
— Jaki? — zapytał, zerkając na nią ze słabym uśmiechem. Zaczął powoli otwierać przejście. — Jak… dostalibyście się do jego domu?
— Nie mogłeś wiedzieć od samego początku, że puchar tam jest.
— Ale chciałem u samego źródła znaleźć wskazówki, gdzie mam chociaż zacząć szukać.
Ostrożnie wyjrzał przez szparę w wejściu, licząc na to, że nikt go nie zauważy. Zaklęcia świstały we wszystkie możliwe strony. Harry dostrzegł walczących Ślizgonów u boku Gwardzistów, lecz nigdzie nie widział nikogo uwolnionego z lochów. Uczniowie mieli przewagę liczbową nad śmierciożercami, więc Harry wierzył, że sobie poradzą. Musiał uznać, że nadal nie zostali zdemaskowani, dlatego wycofał się i zamknął przejście.
— Musimy przeczekać tutaj. Nie ma nikogo z lochów.
Widział, że Ron nie przyjął tej wiadomości z radością, ale widocznie ugryzł się w język, widząc słuszność w jego wcześniejszych słowach.
— Też mi się to nie uśmiecha, ale musimy spojrzeć na dalsze wydarzenia — mruknął Harry.
Hermiona westchnęła ciężko i usiadła na zimnej i zakurzonej posadzce. Ron wziął z niej przykład. Evan czuł takie napięcie, że najchętniej chodziłby w kółko, ale również przysiadł, nie odsuwając się od wejścia, które gotów był w każdej chwili na nowo otworzyć. Przez chwilę trwała cisza, która kiedyś nie była niczym krępującym, lecz po tylu miesiącach ukrywania się i nieufności wyczuli odgradzającą ich kurtynę.
— Gdzie znaleźliście horkruksa schowanego w Hogwarcie? — zapytała wreszcie Hermiona.
— W Komnacie Tajemnic. Ukrył go w jamie bazyliszka.
Dziewczyna skinęła głową w zastanowieniu.
— Gdybyśmy wiedzieli, że tam był, pewnie dałoby nam do myślenia, jakim sposobem tam weszliście — zauważyła.
— Pewnie tak. A medalion…?
— Na Grimmauld Place. R.A.B. to brat Syriusza. Prawie wyrzuciliśmy go w wakacje po czwartym roku — odpowiedziała. — Przeszukaliśmy kroniki uczniów, sprawdzając każdego, do kogo pasowały inicjały — ciągnęła, jakby nie chciała, żeby znowu zapadło krępujące milczenie. — Nie było łatwo, ale nie mieliśmy żadnego innego pomysłu…
— Czemu zachowujesz się tak, jakby wszystko było w porządku? — warknął do niej Ron, najwyraźniej dłużej nie wytrzymując. — Przez kilka miesięcy myśleliśmy, że jest martwy, a później okazało się, że szpieguje dla Voldemorta!
— Dlatego wolałem, żebyście… — Evan wykrzywił się, kiedy zorientował się, że niemal powiedział coś, co mogłoby być złamaniem Umowy. — Harry wolał, żebyście tak myśleli — warknął zirytowany tym owijaniem w bawełnę.
— Przestań mówić o sobie w trzeciej osobie!
— Nie widzisz, że nie może? — wtrąciła się Hermiona.
— To chore!
— Jak cholera — wymamrotał Evan do siebie, a do nich powiedział: — Nie drążcie tematu i skupmy się na horkruksach. — Widząc, że Ron otwiera usta, żeby się sprzeciwić, dorzucił: — Jeśli będę mógł to wam to wyjaśnię, jasne?
Kątem oka dostrzegł, jak Hermiona ściska rudzielca za rękę, dając mu znać, żeby go posłuchał. Zastanowił się, czy przez czas, gdy był Ślizgonem, coś zaczęło ich łączyć. Już w szóstej klasie zauważył, że coś się między nimi dzieje, ale tylko kręcili się wokół siebie. Czy po jego rzekomej śmierci jeszcze bardziej się do siebie zbliżyli? Miał nadzieję, że wynikł z tego chociaż jeden plus dla jego przyjaciół.
— Zakumplowałeś się z Malfoyem. — Harry wyczuł w głosie Rona urazę.
Zerknął w jego stronę, doskonale znając jego zdanie na ten temat. Trochę go to rozbawiało, gdy spojrzał na całokształt sytuacji, w jakiej się znaleźli.
— Był przydatny. Później okazało się, że jest nawet znośny.
Ron prychnął na te słowa, ale tego nie skomentował.
Hałasy na korytarzu zaczęły cichnąć, więc Harry ostrożnie wyjrzał na zewnątrz. Z ulgą dostrzegł McGonagall i Flitwicka, którzy przyszli na pomoc zbuntowanym uczniom i razem szybko rozgromili śmierciożerców.
— Droga wolna — rzucił do Rona i Hermiony, którzy zerwali się na nogi.
We trójkę wydostali się zza posągu. Gwardziści i Ślizgoni uwijali się przy krępowaniu nieprzytomnych ochroniarzy. Rzucili im spojrzenia, nie przerywając pracy, jednak ich nie zatrzymywali, wiedząc, że ich trójka ma do wypełnienia inne zadanie niż walka.
— Gdzie teraz? — zapytała Hermiona.
— Do Rileya. Tam się wszystkim zajmiemy.
Popędzili w drogę powrotną, nie niepokojeni przez nikogo. Harry bez pukania wszedł do kwater Syriusza, spodziewając się jego obecności w salonie, który okazał się pusty. Ze złym przeczuciem zajrzał do sypialni, ale tam również go nie było. Wrócił do salonu, a zaniepokojona Hermiona podała mu kartkę, której wcześniej nie dostrzegł. Były to zaledwie dwa zdania nakreślone pismem Łapy: Załatwię to sam. Nie idź za mną.


________________________


Zapewne nikogo nie zaskoczy wiadomość o tym, że kolejny rozdział po raz kolejny pojawi się za dwa tygodnie :c W sumie został mi do napisania tylko jeden rozdział i epilog, więc mam nadzieję, że jakoś mi to pójdzie i pod następnym postem nie będzie tej przeklętej informacji. Może wpadnę w pisarski szał po koncercie Linkin Park ♥
Całuję,
Wasza Bully :)